Ogólnie rzecz biorąc nie mogę narzekać na moje uzębienie. Praktycznie nie znam bólu zębów, poza nieprzyjemnymi odczuciami związanymi z odsłoniętymi szyjkami zębów. Nie znam leczenia kanałowego ani wyrywania zębów, więc super. Zęby mądrości, czyli ósemki, nigdy mi nie wyrosły i nie wyrosną (hmm…). Siódemek na dole tez mieć nie będę. W dolnej szczęce mam dwie mleczne piątki w całkiem dobrym stanie. Ale żeby nie było za pięknie, w wieku ośmiu lat wybiłam stałe jedynki i zaczęła się przygoda, która trwa do dziś. W chwili obecnej oczekuję na powtórną resekcję korzeni w celu ich oczyszczenia i wypełnienia materiałem kostnotwórczym.
Zabieg ten nie jest refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, a będzie mnie kosztował jedynie tysiąc trzysta złotych. To jedna nieprzyjemna sprawa, ale najgorszy będzie ten ból po zabiegu, który mnie czeka. Spuchnę i będę wyglądać tak, jak świnka Pepa. Ale nic to, muszę się temu poddać, ponieważ w przeciwnym wypadku stracę korzenie. A o założeniu implantów nawet nie chcę myśleć.
Tagi: dentysta, stomatologia, uzębienie